Lekcja gotowania w Chiang Mai – zgłębiamy tajniki tajskiej kuchni

Gdybyśmy mieli wymienić najciekawszą atrakcję Chiang Mai w Tajlandii, lekcja gotowania znalazłaby się na podium zestawienia. Tajska kuchnia jest jedną z naszych ulubionych, a północne regiony wydobywają z niej najlepsze smaki. Dlatego nauka przyrządzania tradycyjnych dań znalazła się w naszym planie zwiedzania Azji jako jedna z pierwszych pozycji.
Wiedzieliśmy, że Chiang Mai jest najpopularniejszym miejscem, gdzie można się tego podjąć. Traf chciał, że pierwszego dnia naszego pobytu w tym mieście trafiliśmy do knajpki, gdzie jedzenie bardzo nam zasmakowało. Zobaczyliśmy plakat informujący o możliwości odtworzenia ich dań podczas kursu gotowania. Nie zastanawialiśmy się zbyt długo i już kolejnego dnia kręciliśmy na woku swoje pierwsze tajskie potrawy.
We wpisie zobaczysz, jak wybrać kurs gotowania w Chiang Mai oraz jak wyglądała nasza lekcja.
W poście znajdują się linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeżeli zakupisz wycieczkę, lot lub nocleg z mojego polecenia, otrzymam za to niewielką prowizję. Ty nie dopłacasz ani grosza. Dziękuję za wsparcie, dzięki Tobie jestem w stanie opłacić bloga!
Spis Treści
Jakie lekcje gotowania wybrać w Chiang Mai?
Kurs gotowania to całkiem popularna atrakcja w Tajlandii, dlatego oferuje ją większość restauracji na północy Tajlandii, która słynie z pysznego jedzenia. Wybór konkretnej firmy może okazać się więc wyzwaniem. Zazwyczaj można wybrać między pakietami, które różnią się ilością przygotowanych dań. My wybraliśmy całodniową wycieczkę, dzięki której dodatkowo odwiedziliśmy Sticky Waterfall (zapłacilibyśmy dużo więcej, odwiedzając go na własną rękę). Każde z nas przygotowało 5 różnych dań. Kamil w wersji mięsnej, ja wegetariańskiej.

Warto też zwrócić uwagę na maksymalną liczebność grupy. Tym razem mieliśmy szczęście, że nikt więcej się na lekcje nie zgłosił. Jednak w naszych kolejnych warsztatach uczestniczyło już koło 15 osób, przez co w kuchni panował dość spory tłok. Dużą różnicę robi również obecność własnej stacji do gotowania. W niektórych miejscach jedną potrawę przygotowuje się w kilka osób przy jednej kuchence.
Popularne lekcje gotowania w Chiang Mai
- Grandma’s Home Cooking School
- Mama Noi Thai Cookery School.
- Organic Farm in Chiang Mai.
- Coconut Shell Cookery School – w tej wzięliśmy udział. Niestety rezerwacja online jest niemożliwa. Możesz napisać do nich wiadomość lub spytać osobiście w restauracji.
Jeżeli nie jesz mięsa lub produktów odzwierzęcych, koniecznie sprawdź, czy w ofercie istnieje wzmianka na temat wege diety. Większość tajskich potraw opiera się na sosie rybnym oraz ostrygowym i paście krewetkowej, ale dobra szkoła ma ich zamienniki w roślinnej wersji.
Ile kosztuje lekcja gotowania w Chiang Mai?
Możesz przyjąć, że za kilkugodzinną lekcję gotowania, podczas której nauczysz się przygotowywać 4-5 tradycyjnych potraw, powinieneś zapłacić 1.000 – 1.800 baht.

My zapłaciliśmy 1600 baht za osobę, za całodniową wycieczkę. Czyli lekcję gotowania i wyjazd na Sticky Waterfall. Jest to dość popularny pakiet. Jeżeli planujesz odwiedzić również wodospad, całość wyjdzie korzystniej niż sama lekcja gotowania.
Jak wygląda lekcja gotowania?
Gdy rankiem dojechaliśmy do restauracji, powitała nas miła niespodzianka. Pozostali uczestnicy zrezygnowali, dlatego nasza wycieczka zmieniła się w prywatną. Przywitaliśmy się z nauczycielem, który okazał się niesamowicie ciepłym człowiekiem, dzięki któremu dzień minął nam bardzo szybko.
Wizyta na lokalnym targu
Zaczęliśmy od odwiedzenia lokalnego bazaru, by nabyć składniki potrzebne do przygotowania naszych dań. Mogliśmy wybrać z obszernego menu aż pięć pozycji, które chcemy ugotować. Nauczyciel zachęcił nas, aby każde z nas wybrało co innego. Poza deserem, bo przecież dwa Mango Sticky Rice to nie jedno.

Chodziliśmy między lokalnymi stanowiskami, a nauczyciel pozdrawiał wszystkich sprzedawców. Pokazywał nam przy tym składniki, których potrzebowaliśmy, a my staraliśmy się zapamiętać ich ceny. Tak, żeby nas przypadkiem nie okantowali, jak wrócimy tutaj sami.
Pytaliśmy się o każdy dziwnie wyglądający owoc i egzotyczne warzywo. Nie spodziewaliśmy się, że tajska kuchnia tak wiele zawdzięcza świeżym ziołom. Praktycznie nie ma w niej suszonych przypraw, poza solą, kminem oraz pieprzem do przygotowania pasty curry.
Odstawiliśmy pełne składników reklamówki i usadowiliśmy się przy małym, plastikowym stole, oczekując na śniadanie. Chociaż Tajowie zazwyczaj jedzą rano wyłącznie ryżowe owsianki, przed naszymi oczami ukazała się prawdziwa uczta.

Mogliśmy spróbować przysmaków kuchni północy, takich jak sałatka z jackfruita, kiełbaski ziołowe, przyprawione jajka oraz słodycze z tapioki. Dowiedzieliśmy się również, że w Chiang Mai ryż jada się w wersji sticky, aby łatwo było złapać go ręką. Ledwo dokończyliśmy to wielkie śniadanie i musieliśmy ruszać dalej.
Kolekcjonujemy resztę składników na farmie
Następnie dojechaliśmy na organiczną farmę. Dostaliśmy fartuszki, śmieszne czapki i koszyczki do zebrania brakujących składników naszych potraw. Nie mieliśmy pojęcia, co właściwie bierzemy do ręki, gdy nauczyciel prosił nas o zerwanie kolejnych tajemniczych ziół. Ciężko było się w tym połapać. Dowiedzieliśmy się wtedy, że w Tajlandii są aż 3 rodzaje bazylii (i to nie wliczając zwykłej).

Zebraliśmy też malutkie bakłażany, które po kilku miesiącach stały się jednym z naszych ulubionych warzyw. Dowiedzieliśmy się, jak wygląda morning glory i jak dużo świeżej zieleniny ląduje w tajskich potrawach.
Musieliśmy też własnoręcznie zerwać kokosa z wysokiej palmy. Gdy wchodziłam po drabinie, pracownicy farmy nagle zamarli, aby za chwilę zacząć śmiać się na widok warszawianki panikującej na widok drabiny i męczącej się z malutkim kokosem.
Po chwili siedzieliśmy wszyscy razem, pijąc wodę kokosową i udając, że bariera językowa nie istnieje.
Powitanie na farmie – chlebem i solą?
Zanim rozpoczęliśmy gotowanie, nauczyciel przedstawił nam jeszcze mały zestaw powitalny. Po raz pierwszy mieliśmy okazję spróbować słynnej (i dość skomplikowanej) tajskiej przekąski. Nazywa się to Miang Kham i polega na zawinięciu w liść betelu wielu składników, które mają zapewnić smakową eksplozję oraz wieczne zdrowie. Pomieszanie w jednym kęsie orzeszków ziemnych, imbiru, szalotki, chilli, kokosa, limonki, sosu z tamaryndowca oraz suszonych krewetek jest ponoć swoistym shotem witaminowym.

Drugiego shota otrzymaliśmy już po chwili. Napiliśmy się tradycyjnej nalewki bananowej. Dementuję, gdyby ktoś powiedział, że Tajowie to nie piją alkoholu. Babcia (która towarzyszyła nam w gotowaniu) była z nas dumna, a do popicia dostaliśmy Butterfly Pea Tea. Czyli przepiękną herbatę, która po zmieszaniu z limonką zmienia kolor na szafirowy.
Lekcja gotowania – przyrządzamy tradycyjne dania
Przyszedł czas na gotowanie. Nie musiliśmy jednak trudzić się odmierzaniem składników, bo zestaw do przygotowania każdej potrawy już na nas czekał. Patrzyliśmy na mnóstwo kolorowych miseczek, w których znajdowały się tajemnicze sosy oraz uprzednio pokrojone warzywa.

Najpierw zabraliśmy się do najbardziej czasochłonnej części, czyli przygotowania pasty curry. Wtedy wydawało nam się to czarną magią. Jeszcze czarniejszą było, gdy po raz pierwszy próbowaliśmy przygotować ją sami. Dziś śmiało możemy stwierdzić, że Kamil potrafi ugnieść w moździerzu pastę niemal idealną (przypis piszącej: wciąż za ostrą).

Gdy wymieszaliśmy wszystkie składniki na Green oraz Red Curry w garnku, aromat naszej pasty oraz mleczka kokosowego unosił się w całej kuchni. Co było wyzwaniem, w końcu gotowaliśmy polowo.
Po curry przyszedł czas na tajskie zupy. Ja przygotowałam łagodną, kokosową zupę Tom Ka. Ka mil zdecydował się na pikantne Tom Yum z krewetkami.
Dania główne z woka
Dania główne odzwierciedlały nasze ulubione dania kuchni tajskiej. Ja szaleję za Pad See Ew, które w Coconut Shell nosi nazwę drunken noodles. Ponoć jest to danie kacowe, które przyrządzić można w 5 minut i w każdym stanie. To wyjaśnia, dlaczego za pierwszym razem wyszło takie pyszne.
Kamil mógł spróbować sił w Pad Kra Pao, czyli mięsie mielonym ze świętą bazylią. To danie okazało się świętym Graalem, który lądował na stole w naszym apartamencie co kilka dni. Zdecydowanie najprostsza (i najsmaczniejsza) potrawa, jaką udało nam się wyczarować.
Spróbowaliśmy też specjalności kuchni Coconut Shell, która co prawda nie przypadła nam do gustu. Tajski omlet z dodatkami, smażony na głębokiej patelni i bardzo głębokim tłuszczu.
Kamil przyrządził też najpopularniejszy tajski klasyk, czyli Pad Thai. Dowiedzieliśmy się przy tym, że on wcale taki tajski nie jest. Tak naprawdę wywodzi się z kuchni chińskiej, a jako danie tajskie został sztucznie (i hucznie) wypromowany w latach 40. XX wieku w ramach programu modernizacji kraju. Stworzone na rzecz promocji Tajlandii, danie miało być proste i tanie w przygotowaniu. Nie wiem czy się udało, bo do jego przygotowania potrzeba aż 10 różnych sosów.
Przystawki i desery
Przygotowaliśmy również przystawki, czyli bardzo pikantną papaya salad, oraz morning glory. Podczas przygotowania którego prawie podpaliłam kuchnię. Spodziewalibyście się, że na tajskim kursie gotowania będziecie uczyć się flambirować zieleninę?
Zakończyliśmy ukochanym deserem, który jedliśmy już kilkadziesiąt razy i wciąż uwielbiamy jednakowo – mango sticky rice. Przepyszny kleisty ryż z mleczkiem kokosowym oraz świeżym mango. Nauczyliśmy się tworzyć ten słodki obłęd, używając do tego fioletowych liści Butterfly Pea Tea oraz zielonego Pandanu.
Degustacja – pełny tajski stół
Spojrzeliśmy na stół, całkowicie zastawiony przygotowanymi przez nas daniami. 10 potraw, niemal tajska wigilia. Przygotowano jednak talerzyki wyłącznie dla nas. Usiedliśmy lekko przerażeni i zaczęliśmy kosztować nasze dzieła. Chociaż ilość jedzenia spokojnie wystarczyłaby na tydzień diety.

Żałowaliśmy co prawda, że nie mogliśmy spróbować tych potraw na ciepło. Chociaż i tak byliśmy zaskoczeni tym, jak wszystko jest smaczne. Wiadomo, ilość sosów była tutaj starannie dobrana przez organizatora i właściwie ciężko byłoby te dania zepsuć. Pozwólcie nam się jednak trochę pochwalić, właśnie zakończyliśmy 6-godzinne gotowanie. I to z własnej woli.
Udało nam się zjeść zaledwie ułamek, zanim mieliśmy ochotę stoczyć się pod stół. Babcia zapakowała nam więc resztę potraw do reklamówek. Te, których nie chcieliśmy, miały zostać zjedzone przez lokalnych mieszkańców. Szkoda, że powiedzieli nam to dopiero po zapakowaniu, bo nie chcąc marnować jedzenia, dojadaliśmy przez kolejne dwa dni.
Na koniec pożegnaliśmy się z babcią, która serdecznie mnie utuliła i obejrzeliśmy zrobionego naprędce przez nauczyciela TikToka, które przedstawiał nasze zmagania tego dnia. Dostaliśmy też pdf z przepisami do późniejszego odtworzenia.
Czy warto wziąć udział w lekcji gotowania?
Podczas podróży uwielbiamy doświadczać lokalnej kultury. Szczególnie tej dotyczącej jedzenia. Lekcja gotowania spodobała nam się na tyle, że kilka miesięcy później postanowiliśmy wziąć udział w podobnych warsztatach w Hanoi (wietnamska kuchnia jest równie pyszna!).
Chociaż nie udało nam się ugotować tajskich dań w Polsce, to po kilku miesiącach trafiliśmy do Chiang Mai ponownie. Podczas pomieszkiwania w apartamencie z kuchnią wyjęliśmy materiały ze szkoły Coconut Shell i każdego dnia odtwarzaliśmy (z coraz lepszym skutkiem) dania, które po raz pierwszy przyrządziliśmy na kursie.
Uwierzcie, że daje to ogromną satysfakcję. Jeżeli więc zastanawiacie się, czy warto – zdecydowanie tak. To jedno z ciekawszych (i najpyszniejszych) doświadczeń, jakie możecie sobie zafundować w Chiang Mai. Nie możemy się też doczekać, aż wrócimy do domu i przygotujemy tajskie potrawy bliskim. Przywożąc ze sobą kawałek Azji.
Jakie jest Twoje ulubione tajskie danie?
Wybierasz się do Tajlandii?
Zobacz pozostałe wpisy z tajskiej serii, które ukazały się na blogu:
Dotarłeś aż tutaj? Jest nam bardzo miło! Mogłabym jeszcze poprosić o obserwację na Instagramie? Dziękujemy!
Planujesz kolejny wyjazd? Jeżeli wpis okazał się przydatny i chciałbyś nas wesprzeć, dokonaj zakupu przez nasze linki afiliacyjne. Nie zapłacisz ani grosza więcej, a my otrzymamy niewielką prowizję.
Zarezerwuj hotel Booking | Kup bilet na transport 12Go |
Wyszukaj loty Kiwi | Zarezerwuj atrakcje GetYourGuide |
Dodaj komentarz