Podróżnicze podsumowanie roku 2025 – 5 miesięcy w podróży
Po ponad 4 latach od założenia mangobackpack zebrałam się do napisania pierwszego osobistego wpisu i zarazem pierwszego (nie tylko)podróżniczego podsumowania roku. Choć nie jest to pierwszy raz w ciągu ostatnich lat, gdy mówimy sobie w grudniu „ciężko będzie powtórzyć tak intensywne 12 miesięcy„, to 2025 po raz kolejny udowodnił nam, że wszystko jeszcze przed nami. Miło będzie go wspomnieć po czasie, dlatego zapraszam na odrobinę prywaty (również tych ciekawych, skąd na to wszystko pieniążki).
Jak więc potoczył się ostatni rok?
Zdjęcia będą pojawiać się tutaj stopniowo, gdy przerobimy ich trochę pod posty na blog z tegorocznych wyjazdów.
Spis Treści
Wyjazd do Niemiec, czyli praca i weekendowe wycieczki
Choć wiem, że większość czytelników ma nadzieję na magiczne pieniężne remedium, gdy mówimy o kilkumiesięcznych podróżach, to niestety jeszcze go nie odnaleźliśmy. Dlatego od kilku lat po każdym wyjeździe wracamy spłukani i zaczynamy od początku, chwytając się prac sezonowych za granicą. Tak też było w styczniu, gdy zakończyliśmy rok 2024 (całkowicie wypełniony podróżami) i wyjechaliśmy do niewielkiej miejscowości niedaleko Kolonii w Niemczech, aby odłożyć na kilkumiesięczny wyjazd do Afryki.
Pracowaliśmy oboje na produkcji Automotive, wykonując w kółko ten sam plastikowy element przez pół roku, za co dostawaliśmy ok. 15 euro brutto za godzinę. Wbrew pozorom, podporządkowując sobie delikatnie życie (niekoniecznie wyrzekając się wszystkiego), przy takich zarobkach spokojnie można przez pół roku odłożyć na kilka miesięcy zwiedzania odległego kontynentu.
Po raz pierwszy też udało nam się ustalić dużo zdrowszą rutynę, niż zazwyczaj. Przez te pół roku w Niemczech regularnie chodziliśmy na siłownię, gotowaliśmy zdrowe posiłki i chodziliśmy na spacery po okolicznych wioskach. To największy sukces tego okresu i to od sukcesów najlepiej zacząć. Bo dużo gorzej wyszło z pracą nad blogiem, którą mieliśmy w planach na ten czas. Na końcu wpisu podam krótkie podsumowanie blogowe, ale od razu przyznam, że trzymaliśmy się założonego planu przez jakieś 3 miesiące, a potem wszystko poszło w zapomnienie. Nie mówię tego po raz pierwszy, ale ja naprawdę podziwiam regularnych twórców internetowych i ich wytrwałość w przezwyciężaniu lenistwa.
Jednodniowe europejskie wycieczki
Gdy zrobiło się trochę cieplej, postanowiliśmy wykorzystać fakt, że do Niemiec przyjechaliśmy własnym samochodem i mieszkamy w pobliżu trzech różnych krajów. Niemal każdy wolny weekend poświęcaliśmy na wycieczki. Zazwyczaj te krótsze, na okoliczne szlaki trekkingowe. Przynajmniej raz w miesiącu wybieraliśmy się jednak dalej (do 4h jazdy autem), aby zobaczyć też kilka miejscowości w Holandii czy Belgii. Naszą motywacją było zazwyczaj jedzenie, więc planowaliśmy głównie restauracje. Nie podliczaliśmy kosztów podczas tych wyjazdów (jak zwykle podczas dłuższych podróży), ale staraliśmy się trzymać 200 euro miesięcznie za wszystkie wydatki związane ze zwiedzaniem.
W ten sposób odwiedziliśmy miejscowość Lisse oraz Keukenhof Garden, czyli ponoć najpiękniejszy ogród tulipanów w Holandii. Kolejnym razem pojechaliśmy do Amsterdamu (w którym się zakochaliśmy!), a jeszcze innym na zakupy do Roermond, gdzie znajduje się najpopularniejszy outlet w kraju i pobliskie Maastricht.
W poszukiwaniu najlepszych gofrów wybraliśmy się do ich centrum, czyli miasta Liege. Nic nam tam nie smakowało (może poza kawą), więc spróbowaliśmy szczęścia w Brugii i pięknej Gandawie. Gdzie znaleźliśmy głównie klimatyczne bary piwne.
Odwiedziliśmy też popularny zamek Eltz i kilkukrotnie pojechaliśmy do Kolonii (raz tylko po to, aby zagłosować w wyborach prezydenckich).
Powrót do Polski i objazdówka po Bałkanach
W lipcu mieliśmy już odłożone wystarczająco, by odejść z pracy i rozpocząć ciekawszą część roku. Po raz drugi udało nam się to wykalkulować na tyle perfekcyjnie, aby pracę i podróże podzielić w ciągu roku 50/50. Wróciliśmy do Polski prosto na nasz ukochany Pol’and’Rock Festival, a potem spędziliśmy kilka tygodni z rodziną i znajomymi, przy okazji zaliczając kilka gór z KGP, aby w sierpniu wyjechać naszym prawie 20-letnim Chevroletem na 6-tygodniową objazdówkę po Bałkanach z namiotem.
Zaczęliśmy jednak od Zakopanego, w którym zatrzymaliśmy się po drodze na kilka dni. Po raz pierwszy chodziliśmy świadomie po Tatrach, odwiedziliśmy Dolinę 5 Stawów, Czerwone Wierchy, Rusinową i przepiękną Halę Gąsienicową podczas okresu kwitnięcia wierzbówki.
Autem na Bałkany
Stamtąd pojechaliśmy na Węgry, obiecując sobie, że w przyszłości więcej czasu poświęcimy Polsce. Zjedliśmy langosze, wykąpaliśmy się w basenach i wypiliśmy pyszne wina, aby znaleźć się w końcu w Rumunii, która miała być głównym punktem naszego wyjazdu. Spaliśmy na dziko, gdzie się dało, chodziliśmy na opustoszałe szlaki trekkingowe i testowaliśmy umęczone auto na cudownych trasach widokowych. Widzieliśmy niedźwiedzie i kilka zamków, w tym prawdziwy i udawany zamek Draculi.
Po 10 dniach ruszyliśmy do Bułgarii, która najpierw umęczyła nas tłumami na wybrzeżu, a następnie uraczyła ulubionych miejscem całej wyprawy. Kilka dni spędziliśmy śpiąc dziko na plaży, myjąc się w publicznej łazience, jedząc bułki z Lidla i odpoczywając przy wydmach. Gdy zebraliśmy się wreszcie, żeby wyjechać, odwiedziliśmy ciekawą Sofię i zrobiliśmy 7-rila hike. Na rozgrzewkę przed Macedonią, która była moim ulubionym krajem na trasie.
Zjedliśmy tam mnóstwo smacznego (i taniego!) jedzenia, spaliśmy pod gwiazdami i chodziliśmy na szlaki w przepięknych górach. Udało nam się wspiąć na najwyższy szczyt Macedonii oraz Albanii, czyli Korab. Do Polski wracaliśmy powoli przez Valbone w Albanii, gdzie zrobiliśmy połowę słynnego szlaku do Teth. Wyjazd zakończyliśmy w Budapeszcie, skąd czekała nas długa droga do domu. Mieliśmy tydzień na przygotowanie się do wyjazdu do Afryki.
Wyprawa z Nairobi do Cape Town

Głównym punktem programu na ten rok była 74-dniowa podróż przez Afrykę. Kupiliśmy bilety wylotowe do Nairobi w Kenii, a powrotne z Cape Town w RPA. Spakowaliśmy plecaki oraz namiot i przez ponad 2 miesiące jeździliśmy lokalnymi busikami i pociągami przez afrykańskie miasta, aby dotrzeć do domu prosto na Wigilię.
Zaczęliśmy od Kenii, gdzie odwiedziliśmy budżetowo 3 Parki Narodowe i zobaczyliśmy mnóstwo cudownych zwierząt oraz poznaliśmy naprawdę przemiłych ludzi. Niestety też tych najbardziej natarczywych, którzy znacznie utrudnili nam proces odnalezienia się w tej nowej rzeczywistości.
Stamtąd pojechaliśmy do Tanzanii, zaczynając do Zanzibaru. Gdzie utknęliśmy znacznie dłużej, niż początkowo mieliśmy w planach (w dodatku bez internetu), z powodu zamieszek po wyborach prezydenckich. Na szczęście przez cały czas czuliśmy się bezpiecznie, wykorzystując czas na odpoczynek na plaży. Stamtąd ruszyliśmy do parku Mikumi i do kilku miast w kontynentalnej części kraju.
Nie zakochaliśmy się w Tanzanii. Czego nie można powiedzieć o kolejnym odwiedzonym państwie, czyli Malawi.
W Malawi spędziliśmy nieco ponad tydzień, rozdzielając go na 2 różne miejsca. Gdybym mogła cofnąć czas, pewnie zostałabym tu miesiąc. Najcudowniejsi ludzie w pięknych strojach, kraj nieskalany masową turystyką i przypominający wyobrażenie o Afryce, jakie mieliśmy jako dzieci.
Po Malawi ruszyliśmy do Zambii, która była dla nas dość pechowa. Dowiedzieliśmy się, jak ważny jest wybór dobrego przewodnika podczas safari i równie dobrego przewoźnika podczas 15-godzinnej trasy autobusem. Jednocześnie pożegnaliśmy surową część Afryki, powitaliśmy na nowo centra handlowe i sklepy z ubraniami.
Choć widok europejskich wręcz miast i tak wywołał szok, gdy wreszcie przyjechaliśmy do Botswany. Kraju dla bogatych turystów, który postanowiliśmy zwiedzić niewielkim kosztem. Botswana okazała się rajem dla miłośników zwierząt, a Delta Okavango, gdzie płynęliśmy kajakiem pomiędzy hipopotamami, jednym z najlepszych wspomnień. Wyjeżdżaliśmy stamtąd trochę smutni, a trochę podekscytowani na myśl o najbardziej wyczekiwanym kraju podczas wyjazdu – Namibii.
„Namibia wygląda jak Świat zanim zepsuł go człowiek” – powiedział Kamil, a ja zacytuję go pewnie jeszcze setki razy. Wynajętym samochodem 4×4 pokonaliśmy tutaj 2500 km przez pustkowia i pustynię, napotykając wioski co kilka godzin. Widzieliśmy tutaj krajobrazy jak z najdroższych pocztówek i jesteśmy pewni, że jeszcze kiedyś wrócimy. Może z trochę większym budżetem.
W stolicy wsiedliśmy w autokar, a po 22 godzinach wysiedliśmy w Cape Town w RPA, gdzie spędziliśmy ostatnie 5 dni naszej podróży. Zbliżały się Święta, a my zdążyliśmy jeszcze zobaczyć pingwiny na plaży i Przylądek Dobrej Nadziei przed wylotem do Warszawy.
I nie wiem, w którym miejscu mogę to napisać, ale chciałam się pożalić, że spędziliśmy tyle czasu w Afryce i nie zobaczyliśmy lamparta. Kiedyś trzeba będzie wrócić.
Co dalej?
Dziś jest 31 grudnia, a post ma już ponad 1400 słów. Nie zawarłam w nim nawet 20% cudownych przygód, które spotkały nas w tym roku. Być może w przyszłym zbiorę się wreszcie, aby je należycie opisać. Tymczasem zostawiam to w takiej formie przedsmacznej, aby móc kiedyś wspomnieć, że w jednym roku (2025):
- Odwiedziliśmy (i zwiedziliśmy choć w części) 16 państw na dwóch kontynentach.
- Spędziliśmy w podróży około 5 miesięcy.
I to wszystko tylko dlatego, że postanowiliśmy kiedyś podążać za marzeniami. Czekamy już na to, co przyniesie nam Nowy Rok. Tym razem zupełnie bez żadnych planów.
Mini podsumowanie działaności bloga
- 11 nowych wpisów – biorąc pod uwagę, że mieliśmy w planach 50, wygląda to niezbyt udanie. Ale! Razem z dzisiejszym daje to post na miesiąc, bywało już gorzej. Edit: tak, dobrze widzicie. Post jednak został wypuszczony dopiero 20.01.
- Pierwsza współpraca – na blogu pojawił się pierwszy płatny post sponsorowany i naprawdę nas to uszczęśliwiło na koniec roku, bo do tej pory odrzucaliśmy wszystkie propozycje, czekając na te uczciwe, od firm godnych zaufania.
- 31 tysięcy osób – tyle postanowiło nas przeczytać w tym roku. Dziękujemy każdej z osobna.
- Najpopularniejszy post to Gdzie zjeść w Mediolanie? Gastro-trip do stolicy Lombardii (ceny w 2026 roku), drugi to Czy w Korei Południowej jest drogo? Ceny i koszt naszego wyjazdu.
Mam nadzieję, że Wasz rok był równie udany. Nie tylko pod względem podróżniczym, ale każdym istotnym. Życzymy spełnienia (i chęci do spełniania) wszystkich marzeń.
Dziękujemy, że nasz odwiedzacie. Do zobaczenia w przyszłym roku!
Subskrybuj, aby nie przegapić kolejnych wpisów:

Dodaj komentarz