Wyspy Ko Phi Phi, Tajlandia – raj czy rozczarowanie?

Często nazywane klejnotem cudownego morza Adamańskiego, Ko Phi Phi stały się niekwestionowanym hitem dla osób chcących zobaczyć prawdziwie rajskie wyspy w Tajlandii. Szczególnie po sukcesie filmu „Niebiańska plaża„, w którym młody Leonardo DiCaprio zachwycał się plażą Maya Bay, gdzie krystalicznie czysta woda miesza się z miękkim piaskiem.
Nagły natłok turystów, którzy również chcieli tego doświadczyć, doprowadził do całkowitej degradacji środowiska. Podjęta została decyzja o zamknięciu plaży. Dziś, po kilku latach przerwy, możemy zobaczyć ją ponownie. Jednak ciężko nam doznać tych zachwytów, gdy stajemy na zatłoczonym piasku, który stał się jedynie tłem do zdjęć.
W naszych oczach miejsce stało się utraconym rajem. Który wciąż zachwyca kolorem wody i delikatnością piasku, a jednocześnie przeraża ilością turystów. Cudowne wyspy, które wyglądają wręcz nierealnie z lotu ptaka, w rzeczywistości witają nas komercją i głośną muzyką dobiegającą z klubów.
Chcąc zaoszczędzić, postanowiliśmy odwiedzić wyspy Ko Phi Phi podczas jednodniowej wycieczki z Krabi. Czy zaskoczą nas pozytywnie po tym nieudanym pierwszym wrażeniu?
Spis Treści
Poszukiwania wycieczki na wyspy Phi Phi w Tajlandii
Stali czytelnicy bloga już wiedzą, że zwykle szukamy oszczędności, gdzie tylko się da. Dlatego poszukiwania jednodniowej wycieczki na Ko Phi Phi z Krabi rozpoczęliśmy już rano, przeglądając oferty lokalnych biur podróży. Zauważyliśmy, że w Tajlandii najlepszym sposobem jest wpisywanie haseł na mapach Google i poszukiwanie miejsc z recenzjami wyłącznie po tajsku. Niestety w tym wypadku było to nie lada wyzwanie. Szczególnie, że nie mieliśmy możliwości zapłacenia kodem QR (który niedostępny jest dla turystów). Po nieudanej próbie kontaktu z kilkunastoma agencjami postanawiamy, że pójdziemy do jednej z nich na piechotę.
Spacer wzdłuż ruchliwej drogi zajął nam godzinę. Na miejscu nie było ani agencji, ani żywej duszy. Szemrana okolica, jeden przejeżdżający sprzedawca przekąsek i dwóch zagubionych turystów. Tak wyglądał bilans tego miejsca, które rozczarowani opuściliśmy po kilku minutach.
Gdy byliśmy już pod hotelem, dostaliśmy odpowiedź. Możemy płacić paypalem, wycieczka kosztuje 1500 baht (cena na mieście to 1800-2000 baht). Jedziemy na Koh Phi Phi.
Jak wygląda jednodniowa wycieczka na Koh Phi Phi z Krabi?
Większość wycieczek na wyspy Ko Phi Phi odwiedza te same miejsca. Zabiera nas do nich podskakująca na falach łódź motorowa, na której spędzimy większość dnia. Głównie dlatego, że część atrakcji odwiedza się jedynie powierzchownie. Oprócz tego w planie zawsze jest chociaż jeden snorkling oraz czas wolny na plażowanie. I obiad oczywiście (nie żebyśmy zawsze na to czekali podczas wycieczek). Gwoździem programu jest natomiast Maya Bay, która niedawno została ponownie udostępniona do „zwiedzania”.

Maya Bay – słynna plaża, którą zachwycał się DiCaprio
Zdecydowanie najpopularniejszą atrakcją wysp Phi Phi jest Maya Bay. Czyli plaża o białym piasku, która regularnie pojawia się w rankingach najpiękniejszych plaż na Świecie. Niestety dotkliwie odczuła ona napływ turystów, którzy przyczynili się do degradacji rafy koralowej i zanieczyszczali środowisko olejkami do opalania. W końcu rząd postanowił zamknąć plażę, początkowo jedynie na kilka miesięcy. Została ona jednak otwarta jedynie połowicznie.

Od kilku lat w Maya Bay zakazane jest plażowanie, a nawet wchodzenie do wody. Można tutaj co najwyżej zamoczyć stopy, przy łydkach usłyszymy już ostrzegawczy gwizdek.
Nie zniechęca to jednak turystów, dla których Maya Bay wciąż jest najważniejszym punktem odwiedzin wysp Koh Phi Phi. Wstyd mi trochę, że byliśmy ich częścią. Chociaż nasza wizyta na plaży składała się wyłącznie z kilku sarkastycznych uśmiechów, skrzywionych od degustacji ust i zdjęć zrobionych wyłącznie tyłem, aby tej niezadowolonej twarzy nie było widać.
Nie zrozumcie mnie źle, plaża jest naprawdę przepiękna. Woda o turkusowym odcieniu rozbija się o porośnięte zielenią skały, a piasek jest idealnie miękki. Wygląda to niesamowicie rajsko i żadne biuro podróży nie powstydziłoby się umieszczenia tej plaży na pierwszej stronie folderu. Tym bardziej, że nietrudno jest oszukać system i zrobić jej zdjęcie pod odpowiednim kątem, aby wydawała się całkowicie opustoszała. O zakazie kąpieli też nie trzeba wspominać. W końcu wszyscy turyści są tutaj tylko po zdjęcia, prawda?
Po kilkunastu minutach zaczęła się najbardziej zabawna część dnia na Koh Phi Phi. Wszyscy musieliśmy ustawić się w kolejce, długiej na kilka wycieczek. Następnie przechodzić na łódki partiami, pilnując dwukierunkowego ruchu. Oznaczało to mniej więcej tyle, że na 15 minut pobytu na plaży Maya Bay, przypada ponad godzina stania w kolejce, aby się z niej wydostać.

Punkty widokowe po drodze
Po drodze minęliśmy jeszcze kilka punktów widokowych. Większość takich miejsc dostępna jest jedynie z pokładu łodzi, która zatrzymuje się przed atrakcją zaledwie na kilka minut. Można w tym czasie zrobić kilka szybkich zdjęć, co jest głównym celem wycieczki. O czym co chwilę przypominają nam przewodnicy krzyczący „photo, photo„.

Jaskinia wikingów z prehistorycznymi rysunkami
Pierwszym przystankiem była Viking Cave, czyli jaskinia słynąca z dwóch rzeczy. Po pierwsze, znajdują się tutaj prehistoryczne malunki łodzi. Po drugie – gniazda jaskółek, które są przysmakiem azjatyckiej kuchni. Lokalsi przychodzą tutaj je zbierać, aby dorobić sobie w sprytny sposób.
Monkey Beach – małpi nie(raj) na Phi Phi
Monkey Beach to kolejne miejsce, które zostało całkowicie zniszczone przez masową turystykę. Oraz beztroskich przewodników wycieczek, którzy nie mają pojęcia o odpowiednim traktowaniu dzikich zwierząt. Tak, makaki krabożerne to też dzikie zwierzęta. Mam wrażenie, że w wielu azjatyckich miejscach ludzie nie zdają sobie z tego sprawy (i mówimy to, chociaż naprawdę ich nie znosimy).

Jeszcze jakiś czas temu bardzo popularne było plażowanie na tej niewielkiej piaszczystej plaży, wraz z dziesiątkami małp zamieszkującymi okoliczne drzewa. Zwierzęta beztrosko podchodziły do turystów, kradnąc im telefony oraz plastikowe reklamówki z jedzeniem. Na szczęście nasze (i rozczarowanie niektórych osób w grupie) nie opuściliśmy łódki, aby je odwiedzić. Całkowicie wystarczyło nam obserwowanie ich z wody.
Snorkling w Pi Leh Lagoon
Gotowi na dalsze narzekanie? Wybaczcie, ale ta wycieczka na Koh Phi Phi to był gwóźdź do trumny (a raczej do łodzi) naszego zwiedzania Tajlandii. W tamtym momencie myśleliśmy jeszcze, że przesadzamy. Dopóki nie poznaliśmy innej polskiej pary, która miała równie niemrawe miny. Lubimy poznawać w podróży Polaków, bo mówią jak jest. Bez cukierkowania i niezasłużonych zachwytów.

Snorkling na wyspach Phi Phi w Tajlandii był oficjalnie naszym najgorszym w życiu. Chociaż po części miała na to wpływ kiepska pogoda, to nasze okulary jeszcze nigdy nie widziały tak zielonej wody. Do tego wokół nas pływało tak dużo parzydełek, że co chwila odbijały się one od naszych twarzy. Dość powiedzieć, że byłam tą wodą obrzydzona. Po kilkunastu minutach zaczęłam się bać tej brudnej zupy, która co chwila raczyła mnie niespodziewanymi spotkaniami z wodnymi żelkami.
Phi Phi Don – obiad na największej wyspie Phi Phi
Wysp Phi Phi jest kilka. Jeżeli ktoś mówi, że płynie tam z Krabi, prawdopodobnie ma na myśli Phi Phi Don, czyli największą i najbardziej rozwiniętą ze wszystkich. To tutaj stoją luksusowe hotele, a nocą mają miejsce słynne imprezy. Phi Phi Don jest głośne, zatłoczone i nazywane rajem zazwyczaj jedynie przez młodych ludzi, którzy chcą się zabawić.
My trafiliśmy tutaj na obiad, który właściwie był najlepszą częścią wycieczki. Przyzwyczailiśmy się już do pakowanych lunch boxów, które dostawaliśmy naprędce. Tym razem mogliśmy usiąść w sporej restauracji i nakładać sobie porcje do woli ze sporego bufetu. Dostępne były nawet opcje wegetariańskie, co wcale nie jest takie oczywiste (nawet w buddyjskiej Tajlandii).

Po obiedzie dostaliśmy czas wolny, który nie poszedł zgodnie z planem. Według przewodnika mieliśmy tutaj poplażować, jednak jedyna dostępna na piechotę plaża nie zachęcała do kąpieli. W zasadzie był to port, gdzie zatrzymywały się łódki. Pochodziliśmy więc jedynie po mieście i zastanawialiśmy się, czy nie lepiej byłoby zapłacić więcej, żeby przyjechać tu na własną rękę. Z każdej strony patrzyły na nas plakaty promujące wycieczki snorklingowe. W końcu na tym najbardziej nam zależało.
Bamboo Island – odpoczynek po zwiedzaniu
Ostatnim punktem na naszej trasie było Bamboo Island, czyli wyspa przeznaczona do odpoczynku. Z góry wygląda ona przepięknie i tak zazwyczaj przedstawiana jest na zdjęciach. Niestety spotkały nas tutaj głównie tłumy ludzi oraz łodzi i atmosfera niezachęcająca do pływania. Cała plaża wypełniona jest leżakami, które wpadają wręcz do wody, pozostawiając niewiele wolnego miejsca. Bardzo nie lubimy takich miejsc, które zatraciły naturalny urok. Dodatkowo nie zachęcają nas obecne w wodzie meduzy, do których nie zdołaliśmy się jeszcze przywyczaić w Tajlandii. Resztę czasu wolnego spędzamy więc w cieniu, wraz z resztą wycieczki. Niezbyt zadowoleni z przebiegu dnia.
Czy w Tajlandii każda wycieczka tak wygląda?
Chciałabym osłodzić trochę ten wpis osobom, które tak jak my, nie przepadają za komercyjnymi miejscami i poszukują wycieczki, która odmieni ich spojrzenie na Tajlandię. Podczas pobytu na Koh Lanta usłyszeliśmy o wyspie Koh Rok, która słynie z przepięknego podwodnego Świata. Mieliśmy okazję się o tym przekonać, podziwiając rafę podczas spokojnej wycieczki. Zostaliśmy też zabrani na rajską plażę, gdzie oprócz nas wylegiwało się zaledwie kilku turystów. Naszym skromnym zdaniem, wyglądała ona dużo lepiej od Bamboo Island.
Wyspy Ko Phi Phi w Tajlandii – czy odwiedzilibyśmy je ponownie?
Możecie być zdziwieni tym zakończeniem, ale tak. Gdybyśmy ponownie znaleźli się w okolicy Krabi w Tajlandii, prawdopodobnie wybralibyśmy się na Koh Phi Phi.
Co zrobilibyśmy inaczej?
Tym razem pojechalibyśmy jednak sami, bez zorganizowanej wycieczki. Początkowo zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, ponieważ organizacja wycieczki na wyspy Ko Phi Phi na własną rękę wyszła drożej niż wyjazd z grupą. W dodatku wiedzieliśmy, że imprezowy klimat nie jest dla nas i nie chcemy spędzać nocy na głośnej wyspie Don Phi Phi.
Cóż, zmieniamy zdanie. Myślę, że to jedyny sposób, aby uniknąć tłumów i cieszyć się tym miejscem. Daje to też możliwość odwiedzenia Maya Bay z samego rana, gdy łodzie nie przypływają jeszcze masowo do brzegu. Wydaje nam się, że plaża nie powinna być wtedy zatłoczona.
Będąc na Phi Phi można również zakupić osobne kilkugodzinne wycieczki, np. na snorkling. Dzięki czemu podejrzycie podwodne życie w większej ilości miejsc i któreś z nich na pewno będzie mniej rozczarowujące.
Podsumowując, czy warto odwiedzić wyspy Ko Phi Phi w Tajlandii?
Jeżeli nie lubicie turystycznych miejsc i szukacie autentycznego doświadczenia w tajskim otoczeniu, Koh Phi Phi prawdopodobnie nie spełni Waszych oczekiwań. Jednak wyspa zdecydowanie spodoba się osobom, które przyjeżdżają do Tajlandii po raz pierwszy i chcą zobaczyć iście rajską plażę. Musimy przyznać, że nawet na nas kolor wody w Maya Bay zrobił wrażenie. Ko Phi Phi podpasuje też osobom, które lubią imprezować. Nocne życie kwitnie tutaj w pełni.
Byliście na wyspach Ko Phi Phi? A może macie do polecenia podobne miejsca, które Wam się podobały w Tajlandii? Koniecznie dajcie znać w komentarzu :).
Dodaj komentarz